Beata Prokopiuk, uprawia storczyki od 17 lat.
"Lubię obalać mity narosłe wokół orchidei. Sedno mojej pasji: udowodnienie sobie po raz kolejny, że i tę roślinę można z powodzeniem uprawiać na parapecie."
Jak się to wszystko zaczęło?
Otóż 17 lat temu jej koleżanka brała ślub z katleją w ręku i Beata zachwyciła się tymi oryginalnymi kwiatami. Pewnie też dlatego jej pierwszą orchideą była właśnie hybryda katlei, "wyproszona" u Tomaszewskiego, który jeszcze wtedy nie sprzedawał roślin ze swojej prywatnej kolekcji. Potem dopiero zaczęła kolekcjonować falenopsisy. Koleżanka mieszkająca w Szwecji przesyłała przesyłała jej też gatunki u nas zupełnie niedostępne - drakule i masdewalie. Rosły w dużym akwarium przystosowanym dla roślin. Niestety po jakimś czasie zmarniały, a Beata na dobre zraziła się do tych rodzajów. O rozwijającej się storczykowej pasji może świadczyć fakt, że również i ona poszła do ołtarza z bukietem ślubnym złożonym tym razem z sabotków.
Niedługo potem zakupiła książkę Krystyny Oszkinis "Storczyki", a następnym jej odkryciem była internetowa strona Orchidsklepiku. Ponieważ przestały ją satysfakcjonować dziesiątki kolorowych, bezimiennych hybryd falenopsisów i katlei, złożyła zamówienie u Manuela i odebrała je osobiście na jednej z pierwszych wystaw WTMO. W taki sposób nawiązała pierwszy kontakt z Towarzystwem i w nim została.
Beata Prokopiuk lubi i uprawia różne rośliny. Rośliny były zawsze ważnym elementem wystroju mieszkania. Zanim zainteresowała się orchideami uprawiała paprocie, kaktusy, hoje. Ta pasja pozostała jej do dziś, na balkonie rosną i kwitną kaktusy, wśród storczyków i paproci rośnie 12 gatunków hoi.


W poprzednim mieszkaniu kolekcja rosła i prezentowała się okazale, po przeprowadzce na nowe miejsce zaczęła podupadać. Przyczyną była prawdopodobnie zbyt niska wilgotność powietrza oraz bardzo twarda woda. Lekarstwem na te problemy okazała się woda RO oraz wstawienie do pokoju akwarium o pojemności 350 litrów, które poprawiło wilgotność w całym pomieszczeniu.
Beata ma nie tylko dobrą rękę do roślin, ale też dużo fantazji i zapału w realizowaniu swoich pomysłów aranżacyjnych. Eksperymentuje sadząc storczyki w różnych pojemnikach. Używa doniczek glinianych, plastikowych, skorup kokosa. Na parapetach i podłodze stoją specjalnie przystosowane skrzynki służące jako osłony, a w pobliżu balkonu jest zamocowany wysoki od podłogi do sufitu kwietnik. Nad oknami znajduje się dodatkowe oświetlenie, które przedłuża dzień roślinom.
Rośliny są podlewane wodą z filtra odwróconej osmozy. Rosną w różnych podłożach, właścicielka tworzy własne mieszanki w zależności od egzemplarza i jego kondycji. O wilgotność w mieszkaniu nie trzeba już specjalnie dbać, być może wytworzył się korzystny mikroklimat, rośliny rosną bujnie i nie chorują. Problemem jest tylko stosunkowo mała ilość światła, mimo że 2 pokoje mają wystawę południową.
Beata lubi sadzić rośliny w grupach. W dużym pojemniku rośnie na przykład kilka wand, w drugim - 6 aeridesów, które przybyły do Beaty w kiepskim stanie, a teraz odżyły i zaczęły wypuszczać potężne korzenie.

Beata szuka kontaktów z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania. Na przykład w pracy nie jest jedyną pasjonatką orchidei. Wspólnie z koleżankami zagospodarowały dużą oszkloną loggię. Znalazły się w niej dwa duże orchidaria i rośliny w doniczkach; w sumie około 500 egzemplarzy!
W domu znajduje się mniej więcej 100 roślin.
"Nie przywiązuję się do roślin, bardziej mnie bawi doprowadzanie rośliny do idealnego wyglądu, niż jej wieloletnia uprawa. Poza tym jest jeszcze tyle gatunków, które chciałabym spróbować uprawiać i udowodnić sobie, że można również i taką roślinę uprawiać na parapecie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że pewne podstawowe zasady obowiązują w każdej grupie roślin (np. kaktusów czy paproci) i tu nie zamierzam z nikim polemizować, ale niektóre mity narosłe wokół uprawy orchidei lubię obalać."
Beata rzeczywiście stosunkowo często wymienia się roślinami, oddaje zdrowe, wypielęgnowane egzemplarze, podejmuje dramatyczne, życiowe decyzje: "Wracam do kaktusów, mam dość storczyków!". Potem jednak angażuje się w organizowanie kolejnej wystawy i... przywozi do domu kolejne kwitnące i koniecznie pachnące orchidee.
Ma bowiem słabość do zapachów. Dlatego też nie jest to prawdą, że oddałaby bez żalu każdą swoją roślinę. Maxillaria tenuifolia pachnąca wanilią, Epidendrum sp. roztaczające woń cytryny, ostatnio nabyta Cattleya Mount Elegance pachnąca intensywnie wiosennym bzem, Dendrobium moniliforme, Bulbophyllum ambrosia i wiele innych ma swoje stałe miejsce w domu Beaty, między innymi właśnie z powodu zapachu.
Oto kilka roślin spośród tych, które kwitły, gdy byłam u Beaty z wizytą.
Wszechstronność i ogrom energii, to kolejne cechy charakteru Beaty. Mając rodzinę, pracując zawodowo, uprawiając orchidee, znajduje czas na jeszcze inne, artystyczne pasje, oczywiście związane z naturą, roślinami, zwierzętami. Drzwi do jednego z pokojów to obraz na szkle namalowany własnoręcznie. W kilku miejscach na półkach stoją ładne i oryginalne pojemniki. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że zdobienia wykonane techniką "découpage" wykonała gospodyni. Na ścianie wisi oprawiony obraz przedstawiający kolorową papugę wśród egzotycznej roślinności. Po bliższym przyjrzeniu się dostrzegamy, że to misterny haft, który również wyszedł spod ręki Beaty.

Na zakończenie - portret ważnego domownika, pogodnej Diany, która towarzyszyła mi przy robieniu zdjęć oraz jak zwykle galeria zdjęć roślin wykonana przez ich właścicielkę.
Rośliny Beaty Prokopiuk
październik 2006
Tekst: Halina Roszkowska
Zdjęcia: Halina Roszkowska, Beata Prokopiuk
|