|
DRZEWO EPIFITOWE W WARSZAWSKIM ZOO Wszystko zaczęło się od pająka. Nasza koleżanka – Małgorzata Gorzelnik - ma pokaźną kolekcję tych stawonogów. Był wśród nich dorodny samiec pewnego gatunku (Lasiodora parahybana), który z braku samiczki poszedłby, jak to mówią, na zmarnowanie. Kilka okazów z kolekcji Małgorzaty Gorzelnik:Samce krótko żyją, więc by nie odszedł bezpotomnie, Małgorzata postanowiła podarować go zoo. Propozycja została bardzo entuzjastycznie przyjęta przez szefową tamtejszego działu owadów – p. Jadwigę Korczak, która od pewnego czasu poszukiwała samczyka dla swojej pięknej, gotowej do rozpłodu samicy. I tak, pewnego zimowego dnia, zrobiliśmy sobie przerywnik w obradach komisji rewizyjnej i trzyosobową grupką oraz rzeczonym pająkiem wybraliśmy się do zoo. Pani Jadwiga przyjęła nas niezwykle gościnnie, z dumą prezentowała nowo otwarte i pięknie urządzone, nowoczesne insektarium, a także różne owadzie i pajęcze skarby na swoim zapleczu, gdzie jak wiadomo, zawsze jest najciekawiej. Tego samego dnia, przy okazji żmudnej pracy, którą musieliśmy skończyć przed walnym zebraniem, Małgorzata wyrzekła znamienne: - mam pomysł… - Pomysł zaś polegał na tym, by wziąwszy w posiadanie jedno z wielkich epifitowych drzew w insektarium, służących tam również jako słupy podporowe stropu, obsadzić je storczykami i wykorzystać do zareklamowania naszego towarzystwa przychodzącej do zoo publiczności. Idea bardzo nam się spodobała, a i jej wprowadzenie w czyn nie wydało nam się niemożliwe. Na marcowym zebraniu Małgorzata przedstawiła projekt nowemu zarządowi, ten zaś naszym członkom i postanowiliśmy, że wprowadzimy zamiar w czyn. Trzeba było tylko sprawdzić, jak na ten pomysł zareaguje zoo. Okazało się, że entuzjastycznie. Na początku kwietnia wybraliśmy się ponownie do szefostwa insektarium w celu omówienia szczegółów przedsięwzięcia. Zadeklarowaliśmy dostarczenie roślin, aranżację i montaż, a także wielomiesięczną opiekę nad epifitowym drzewem. Zoo natomiast zaoferowało umieszczenie stosownej tabliczki informacyjnej przy „naszym” drzewie, umieszczenie prezentacji towarzystwa na ekranie dotykowym, w który wyposażone jest insektarium, dostęp do narzędzi i urządzeń potrzebnych do aranżacji i dalszej opieki nad drzewem, przepustki dla osób zaangażowanych w przedsięwzięcie itd. Absolutna aprobata dla wszelkich naszych zamiarów była wręcz zaskakująca. Ledwie próbowaliśmy wyartykułować jakąś prośbę, a natychmiast była ona załatwiana na tak. Pod koniec kwietnia zarząd zakupił po promocyjnych cenach okazałe falenopsisy, a część roślin dostarczyli nasi członkowie z osobistych zbiorów. Bardzo wydatnie wspomógł nas Ogród Botaniczny ofiarowując przepiękne, ogromne bromelie, filodendrony i inne pnącza, a nawet materiały do aranżacji. Uzbrojeni w te wszystkie dobra niewielką grupką udaliśmy się do zoo, by pomysł zamienić w czyn. Nie było łatwo. Mnóstwo roślin do posadzenia, nas tylko trójka (później czwórka) i tylko jeden dzień. Drzewo obsadziliśmy najpierw roślinami mającymi stanowić zielone wypełnienie. Na koniec zostawiliśmy montaż storczyków, by jak najmniej narazić ich długie pędy kwiatowe na uszkodzenie. Staraliśmy się, by aranżacja była możliwie trwała i solidna, a jednocześnie wyglądała naturalnie. Wisząc na drabinach, mozolnie przytraczaliśmy do wysokiego i grubego pnia - za pomocą drutu, gwoździ i wkrętów - oklejone mchem i włókniną, podziurkowane uprzednio plastikowe doniczki. Posłużyły one za podpory dla doniczek ze storczykami. Aby zachować możliwość indywidualnego traktowania roślin, nie chcieliśmy montować storczyków na stałe do drzewa. Dzięki tym zewnętrznym doniczkom, pełniącym rolę osłonek, możemy zdjąć każdą roślinę, jeśli będzie taka potrzeba. Staraliśmy się dokładnie zamaskować wszelkie elementy sztuczne. Nawet paliki od pędów kwiatowych poszły w odstawkę. Wielogodzinna praca w tropikalnych warunkach dała nam się solidnie we znaki. Trafił się słoneczny, ciepły dzień, więc w wilgotnym, nagrzanym pawilonie czuliśmy się jak na równiku. Wieczorem udało nam się wszystko skończyć. Pozostało jeszcze ustalenie dyżurów do opieki nad roślinami, które przynajmniej raz w tygodniu będziemy nawadniać i doglądać przez najbliższych kilka miesięcy. Wprawdzie drzewa (i nie tylko) w pawilonie oplecione są instalacją z wodą RO, ale jej końcówki na pniu zasilają na naszą prośbę jedynie nie-storczyki. Falenopsisy, jak wiadomo, łatwo zalać, więc będziemy „obrabiać” je ręcznie. Teraz w czasie tych dyżurów miło jest widzieć ludzi przyglądających się z przyjemnością „naszemu” drzewu, robiących zdjęcia… Tylko macanie płatków w celu sprawdzenia, czy to prawdziwe kwiaty, bywa irytujące… Tekst: Lidia Aniśkowicz |